aliquess
Podpieracz ścian literackich

Dołączył: 12 Gru 2011
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Lca
|
Wysłany: Pon 22:16, 12 Gru 2011 Temat postu: Tylko prolog |
|
|
Witam
Chciałabym poprosić o ocenę tego tekstu. Jestem amatorką, dlatego chętnie wysłucham celnych rad, jestem też otwarta na krytykę.
_____________________________________________________________
Prolog
Rok 2009
Lot 420, San Francisco. Celem podróży było miasteczko Bursley położone w północno zachodniej Anglii. Pierwszy raz usłyszałam o jego istnieniu dwa tygodnie temu, kiedy mama wspaniałomyślnie postanowiła umieścić mnie w więzieniu zwanym internatem. W tym niecnym planie pomógł jej wujek, który obiecał przetransportować nas z lotniska w Londynie aż pod same mury szkoły. A wszystko przez parę nieobecności w szkole. W ten oto sposób, w przeciągu kilku tygodni musiałam pożegnać się z życiem w South Beach na rzecz szaro burej mieściny na obcym kontynencie.
- I jak, podoba ci się? – zapytała mama, podnosząc okulary słoneczne na czubek głowy.
- Żartujesz sobie, prawda?
- Nie przesadzaj. Nie mam na ciebie innego sposobu.
- I kto tu przesadza? – mruknęłam pod nosem.
- Posłuchaj Elise, nie mam czasu ani zdrowia na twoje wieczne wybryki. Tutaj będziesz miała zapewnioną opiekę dwadzieścia cztery godziny na dobę, to mnie uspokaja – powiedziała mama z trudem wyciągając ostatnią walizkę z bagażnika.
Przede mną wznosił się dość duży, stary budynek Etenity College. Wedle przekonań mamy była to najlepsza szkoła z internatem w północnej Anglii. Znajdowała się na niewielkim betonowym placu z równie niewielkimi plamkami zieleni. Ta rozprzestrzeniała się dopiero za murem, dookoła nie było bowiem nic oprócz lasu. Ponadto należy zauważyć, że najbliższe miasto znajdowało się około sto pięćdziesiąt kilometrów stąd. Innymi słowy czekało mnie całkowite odcięcie się od świata.
- Witam. Anette Walsh, dyrektor – wysoka, jasnowłosa kobieta stała teraz przed nami z wyciągniętą dłonią.
- Clarie Wilson – mama odwzajemniła gest. – A to..
- Elisabeth jak mniemam? – Przerwała blondyna na wylot penetrując mnie wzrokiem. - Miło mi cię poznać, witam w Etenity College. - Kobieta na pozór wydawała się być miła, aczkolwiek w tym momencie nie pałałam tu entuzjazmem do czegokolwiek. Uśmiechnęłam się na chwilę, po czym powróciłam do miny, która zdecydowanie bardziej odpowiadała mojemu nastrojowi.
***
Dyrektorka prowadziła mnie przez masywne, kamienne schody i kolejne korytarze. Mijając frontowe okna ostatni raz spojrzałam na odjeżdżający samochód, w którym jeszcze można było dojrzeć ciemno zielony sweter mamy i czarną polówkę wujka. Z jednej strony czułam złość, że zostawili mnie tu samą na pastwę losu, z drugiej musiałam przyznać, ostatnimi czasy nie zachowywałam się do końca w porządku. Nigdy jednak nie wpadłabym na to, że wszystko zaprowadzi mnie właśnie tutaj.
- To twoja sypialnia – pani Walsh otworzyła drzwi z numerem 215. – Myślę, że warunki nie będą sprawiały ci większych problemów.
Na moje oko to miejsce nie przypominało pokoju, raczej schowek woźnego w mojej byłej szkole. Po prostu, jednoosobowe łóżko plus parę mebelków zamknięte w czterech ścianach.
- A łazienka? - Zapytałam z niepokojem.
- Na końcu korytarza po lewej, wspólna dla wszystkich dziewcząt.
- Słucham? – Oburzyłam się. – To jest jakiś żart?
- Wybacz kochanie. – Odpowiedziała nauczycielka wyraźnie poirytowana, następnie wręczyła mi dość spory pakunek – To najpotrzebniejsze rzeczy: podręczniki, kodeks i mundurek. Śniadanie o ósmej, zajęcia od dziewiątej, reszta znajduje się w tej granatowej książce, z którą radzę zapoznać się jak najszybciej.
Post został pochwalony 0 razy
|
|